5
Listopada 2006
Panie, gdybyś tu był, nasza siostra by żyła
ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny "Gościa Niedzielnego"
Gimnazjalistki przynoszą do szkoły kolorowe czasopisma typu "Dziewczyna”,
"Bravo Girl”, w których erotyzm wylewa się z każdej strony. Kto
nie wierzy, niech raz da zarobić wydawcy, kupi i przeczyta. Co ma zrobić
nauczyciel? Jak zareagować? I nie myślę tylko o katechecie, ale o każdym
nauczycielu, czy to będzie matematyk, czy nauczyciel plastyki. Czy nauczyciel
powinien zwrócić uwagę, że tego czytać nie wolno? Czy też może przejść
obojętnie, bo to ostatecznie tylko nieszkodliwa zabawa w dotykanie,
podglądanie i ściskanie? Matematyk, plastyk czy też szkolny pedagog
zareagują tylko wtedy, gdy będą przekonani, że czasopisma, o których
wspomniałem, są złe i szkodliwe moralnie.
W dyskusji o przyczynach tragedii, do jakiej doszło w Gdańsku, padło
wiele słusznych postulatów. Od konieczności zwiększenia dyscypliny,
przez wzmocnienie autorytetu nauczyciela, aż do pomysłu zlikwidowania
gimnazjów i przywrócenia ośmioklasowej szkoły podstawowej.
Zabrakło jednego. Rozmowy o wartościach, tych
najbardziej podstawowych, o tym, co dobre, a co złe.
A może ci chłopcy z gdańskiego gimnazjum nie zrobili nic złego?
Wypisuję bzdury?! A niby dlaczego? Przecież wymienione przeze mnie czasopisma
zachęcają młodych czytelników, gimnazjalistów właśnie, do aktywności
seksualnej. A że nie przed całą klasą i nie bez zgody drugiej osoby?
To tylko mała niestosowność. Jeżeli chłopcy dopuścili się czegoś potwornego,
to na podobnie negatywną ocenę zasługują redaktorzy wymienianych czasopism.
Ale też twórcy wielu programów telewizyjnych, portali internetowych,
reklam, a nawet całych kanałów, gdzie takie pojęcie jak wartości moralne
nie istnieje. A niewielu przeciwko temu występuje. Może dorosłym brakuje
odwagi. A może sami nie wiedzą, co jest dobre, a co złe.
Nie z powietrza, a z wiary
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się pozamykać wydawnictw produkujących
obsceniczne czasopisma, programów telewizyjnych czy stron internetowych.
Co zatem można zrobić? Konkretne zachowania każdego człowieka nie biorą
się z powietrza, ale z wyznawanych wartości. Wartości z kolei kształtowane
są przez to, w co wierzymy. To wiara ostatecznie decyduje o konkretnych
zachowaniach. Potwierdza to wiele badań.
Według
jednych z nich, przeprowadzonych przez Agencję Badania Rynku "Opinia”
(zawarte są w książce Josha McDowella, "Fundamenty wiary”, wydanej
przez Księgarnię św. Jacka) na reprezentatywnej grupie ponad 600 uczniów
od szkoły podstawowej do liceum, młodzi ludzie, których wiara jest słaba,
nie oparta na Słowie Bożym, są:
– 10,6 razy bardziej skłonni do zażywania narkotyków;
– 4 razy bardziej skłonni do kradzieży;
– 5,5 razy bardziej skłonni do prób samobójczych;
– 2,6 razy bardziej skłonni do sięgania po magazyny pornograficzne;
– 3,7 razy bardziej skłonni do sięgania po alkohol;
– 3,4 razy bardziej skłonni do celowych prób wyrządzania komuś krzywdy.
przedruk Gość Niedzielny nr
45/2006
Liczba
odwiedzin