Wybrane
materiały Wielkiego Postu 2006
Tam,
na Zachodzie, prawie w ogóle nie ma księży, zwłaszcza młodych - opowiada
większość osób wracających z wakacyjnych wojaży.
Chyba każdy słyszał takie opinie.
Przypomniałem je sobie teraz,
kiedy przeczytałem wywiad Przemysława Kucharczaka z ks. Andrzejem
Halembą (s. 20-21).
To, co mówi ten pracujący na misjach w Afryce kapłan, bardzo mnie zaskoczyło.
Okazuje się, że Polska, gdzie w porównaniu z Europą Zachodnią na brak
powołań kapłańskich na szczęście nie możemy narzekać, w ilości misjonarzy
ustępuje wielu państwom. Hiszpanie i Włosi wysyłają na misje kilka razy
więcej osób niż my. Mało tego. Wyprzedzają nas nawet Francuzi
i Belgowie, którzy podobno są bardzo zeświecczeni. Jak to możliwe? "My,
niestety, zamknęliśmy chrześcijaństwo za wysokim murem. I tak sobie
na niego patrzymy, polerujemy go, cieszymy się nim" - mówi ks.
Halemba. Te gorzkie słowa dotyczą nas wszystkich, nie tylko księży.
Włoscy i hiszpańscy misjonarze mają w swych krajach grupy wsparcia modlitewnego,
konkretnych ludzi modlących się za konkretnego, wy! branego kapłana.
Ze swoją grupą wsparcia misjonarz utrzymuje stały kontakt. Może warto
by było czasem skorzystać z obcych, dobrych wzorów. Tak jak kiedyś wszyscy
misjonarze z bardzo dobrym skutkiem wzorowali się na nowatorskich pomysłach
hiszpańskiego jezuity, św. Franciszka Ksawerego (pisze o tym Sebastian
Musioł na
s. 18-19).
Leszek Śliwa, redaktor prowadzący
2006-03-12
Misyjna
Agencja Fides
... zgromadziła informacje o 25 katolikach (w tym jednym biskupie, kapłanach
i świeckich) zamordowanych w ubiegłym roku na misjach w różnych regionach
świata. Własne, choć zbliżone, liczby zamordowanych katolików podaje
"Kirche in No" - organizacja pomagająca Kościołowi w potrzebie
w różnych regionach świata. To wiele czy niewiele?
Dwa razy więcej niż w 2004 roku - zaznacza ks. Marek Łuczak w artykule
"Chrześcijanie
na celowniku". Doniesienia o tym, że jeszcze gdzieś
chrześcijanie giną za wiarę, przyjmujemy z niejakim zaskoczeniem, bo
"jak to - w dzisiejszych czasach?". Żyjemy sobie wygodnie
w środku Europy i prawie zapomnieliśmy, że w wielu krajach nie ma mowy
o wolności religijnej. W Korei Północnej, Arabii Saudyjskiej czy Iranie
po prostu nie można wierzyć w Chrystusa. Na Kubie, w Chinach, w Nepalu,
w Wietnamie Kościół jest śledzony, a chrześcijanie prześladowani.
W Nigerii czy Sudanie na chrześcijan urządzane są regularne polowania.
Żyjący na przełomie II i III wieku po Chrystusie Tertulian mawiał: "Krew
męczenników jest zasiewem chrześcijan". Od dwóch tysięcy lat wiele
się nie zmieniło. Owszem, liczba katolików rośnie, ale wciąż przeszkadzają,
drażnią, prowokują? Bo są inni. Świadczą, nawet oddając życie za swą
wiarę. A my?
Sebastian Musioł,
redaktor prowadzący
www.goscniedzielny.wiara.pl
Czy
Bóg kusi?
ks. Artur Malina
W
Modlitwie Pańskiej prosimy codziennie Boga: "Nie wódź nas na pokuszenie".
- To nieszczęśliwe tłumaczenie, powinno być: "nie dopuść, abyśmy
ulegli pokusie" - twierdzą niektórzy.
Jak to w końcu jest?
Gorszące
słowa, powodujące zamęt, konieczna zmiana tłumaczenia - takie krytyczne
komentarze wydają się uzasadnione. Bóg kusi człowieka? Czy można przypisać
Bogu czynność kusiciela-szatana? Przeciw takiej interpretacji wystąpił
Tertulian (II/III w.), pierwszy komentator tej modlitwy: "Niech
niebo nas ustrzeże, abyśmy uwierzyli, by Bóg mógł nas kusić". Podstawą
jego sprzeciwu było ostrzeżenie św. Jakuba: "Kto doznaje pokusy,
niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku
złemu, ani też nikogo nie kusi" (Jk 1,13).
Tak
mówi oryginał
Skąd wziął się kontrowersyjny przekład, dzisiaj jeszcze obecny w liturgii
i w katechizmach? Oddaje on dosłownie oryginalny tekst grecki! Ten problematyczny
zwrot odzwierciedla starotestamentalny sposób mówienia o Bogu jako jedynym
Panu, sprawcy wszystkiego.
W Starym Testamencie znajdziemy wzmianki o wysłaniu przez Boga złego
ducha na ludzi (Sdz 9,23; 1 Sm 18,10).
Podobnie
akcentowano wiarę w jednego Boga w okresie konfrontacji z politeizmem
babilońskim: "Ja jestem Pan, i nie ma innego. Poza Mną nie ma Boga
{...}, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie
ma niczego. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam
ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to
wszystko" (Iz 45,5?7). Z tych zdań nie wynikało przekonanie, że
Bóg jest bezpośrednim sprawcą zła. Oznaczały one tylko to, że nic nie
dzieje się bez Jego woli.
Ten
biblijny sposób mówienia o Bogu współczesne przekłady Pisma Świętego
oddają w nowy sposób: "nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie"
(Mt 6,13; Łk 11,4 w Biblii Tysiąclecia i Przekładzie Ekumenicznym).
Właściwą treścią prośby nie jest jednak sytuacja wolności od jakiejkolwiek
pokusy. Zwrócił na to uwagę Orygenes (II/III w.): "Prosimy także
{...} nie żebyśmy nie byli kuszeni, co jest niemożliwe, zwłaszcza dla
ludzi tej ziemi, ale byśmy nie upadli, gdy jesteśmy kuszeni".
Wezwanie
skierowane do uczniów w Ogrodzie Oliwnym nie brzmi: "Czuwajcie
i módlcie się, abyście nie byli kuszeni", lecz: "abyście nie
weszli w pokusę" (Mt 26,41). Nie ma sprzeczności między tym wezwaniem
i prośbą z "Ojcze nasz" a faktem kuszenia Jezusa na pustyni.
To właśnie kuszenie stało się okazją do ukazania, że moc, godność i
władza nie są przedmiotem dążeń Jezusa, że żyje On w doskonałej jedności
z Bogiem, w poddaniu Mu wszystkiego
i absolutnemu posłuszeństwu Jego woli. ...
artykuł
z numeru Gość Niedzielny 10/2006 05-03-2006
Nauczyciel
do bicia
Przemysław Kucharczak Czytaj
Do
góry
Liczba
odwiedzin