PO
PROSTU BLANIK (listopad 2007)
Jest
jednym z najbardziej utytułowanych polskich gimnastyków, a jego nazwisko
będzie zawsze
obecne w dyscyplinie, w której jest mistrzem świata.
Mały Leszek nie miat wyjścia i byt wręcz skazany na sport. Ojciec grat
w klubie w pitkę nożną, ale interesował się wieloma innymi dyscyplinami.
Syn poszedł śladami taty.
Odkąd pamiętam, sport zaprzątał moją głowę. Zostałem wychowany w domu,
który byt przesiąknięty sportową atmosferą. Z dzieciństwa zostały mi
w pamięci niesamowite chwile wzruszeń, gdy całymi godzinami potrafiłem
przed telewizorem dopingować biało--czerwonych, na przykład podczas
transmisji z igrzysk olimpijskich. Dopingowałem więc i marzyłem, że
kiedyś będę taki jak oni.
Leszek Blanik nie ukrywa, że jedną z jego największych życiowych miłości
jest „czarny sport", czyli żużel. Ale nic może być inaczej, skoro
pochodzi z Rybnika, miasta mocno związanego ze „speedwayem". Dlaczego
więc dziś nie oglądamy go na żużlowych torach?
Przez przypadek - śmieje się mistrz - Było tak. Pewnego dnia samodzielnie
nauczyłem się salta w przód na łóżku. Byłem tak dumny, że natychmiast
nową umiejętność zaprezentowałem ojcu. I tata od razu zaprowadził mnie
do klubu KG Radlin, gdzie w styczniu 1986 r. rozpoczęta się moja przygoda
z gimnastyką. Choć może trudno w to uwierzyć, od początku traktowałem
ją bardzo, bardzo poważnie. Po prostu gimnastyka stała się dla mnie
narzędziem do spełnienia dziecięcych marzeń.
SUKCESY
l.ista sukcesów Leszka Blanika jest imponująca. Nawet wtedy, jeśli chce
się ją przedstawić w skrócie: brązowy medalista igrzysk olimpijskich,
aktualny mistrz świata, medalista mistrzostw Europy i zawodów o Puchar
Świata. Wielokrotny mistrz Polski w wieloboju gimnastycznym. Na takie
sukcesy pracuje się latami.
- Tak naprawdę przygotowuję się przez okrągły rok. Nawet w okresach
przejściowych, między startami, uczę się nowych ewolucji, elementów,
skoków. Pracuję 6 dni w tygodniu. Dwa treningi dziennie, w sumie od
4 do 6 godzin. Cóż, chwilami jest naprawdę ciężko.
Efekty tej pracy są niebywałe. Nasz mistrz jest pierwszym Polakiem,
którego nazwisko nosi jeden z elementów tej dyscypliny. Tą ewolucją
jest podwójne salto w przód w pozycji łamanej. Skok o nazwie ..Blanik"
został wpisany do przepisów sędziowskich pod numerem 332.
- Posiadanie „własnego" skoku to doprawdy coś wyjątkowego. Przez,
następne lata. a nawet wieki, zawodnicy będą uczyć się elementu, który
wymyślił Polak! To ogromna promocja naszego kraju. Przecież nawet o
medalistach dużych imprez czasami się zapomina, a tej ewolucji będzie
się uczyło i będzie ją wykonywało wiele pokoleń
TO,
CO NAJWAŻNIEJSZE
Leszek Blanik nie ma wątpliwości, że sit do ciężkiej pracy na pewno
by zabrakło gdyby nie najbliżsi. W Trójmieście ma obok siebie żonę Magdę
i dwuletniego syna Artura. - Oni są najważniejsi - mówi... po czym zamyśla
się i dopiero po oliwili kontynuuje swą opowieść.
- Rodzina jest moim silnikiem i motorem napędowym w momentach kryzysowych.
Jest natchnieniem. To zazwyczaj dla najbliższych wchodzę na szczyt.
I nie chciałbym ich nigdy zawieść, l choć rodzina jest największą motywacją,
tuż przed startem Leszkowi zawsze towarzyszy muzyka.
- Dobrze na mnie wypływa muzyka rockowa. Mocne uderzenie po prostu pomaga
i korzystam z tego zawsze. Dzień wcześniej słucham w hotelu czegoś relaksacyjnego,
w dniu startu wolę już jednak gitarowe brzmienia. Ale jest leż moment,
którego nigdy nie pomijam. Przed wyjściem na zawody zawsze odmawiam
modlitwę.
Wiara to sprawa bardzo osobista, l mówiąc o niej. mistrz świata starannie
waży słowa. A to, co mówi, jest najlepszą puentą naszego spotkania.
- Czy życie bez wiary i Boga miałoby sens? Nie. Nie potrafię żyć bez
Boga. I choć jestem człowiekiem grzesznym, to wiem, że mogę na Niego
liczyć. Kiedy doznaję porażki, to przyjmuję ją z pokorą. Natomiast pomocy
możemy oczekiwać tylko wtedy, gdy damy z siebie 110 procent. Jestem
człowiekiem wierzącym i praktykującym. a wiara pomaga być lepszym. Nie
tylko na gimnastycznej sali.
przedruk
za "idziemy" nr 46 z 18 listopada 2007
Liczba
odwiedzin