![]() |
![]() |
![]() |
||
| 365 Recept |
NIEDZIELA Liturgia • Ogłoszenia | |||
|
|
KRÓL
ARTUR Artur
Boruc ma 28 lat. Pochodzi z Siedlec i tam stawiał swoje pierwsze piłkarskie
kroki. Jest bramkarzem reprezentacji Polski, a od 3 lat występuje w
drużynie Celtic Glasgow (The Bhoys). Klub ten reprezentuje szkockich
katolików. Ich największym przeciwnikiem są Glasgow Rangers (The Gers),
uchodzący za protestantów. Wzajemna niechęć sięga jeszcze XIX wieku.
Zaczęło się od tego, że Boruc uczynił znak krzyża świętego w świętym dla protestantów miejscu - na stadionie Ibrox Park. To rozsierdziło kibiców Rangers, którzy złożyli na policję zawiadomienie o obrazie uczuć religijnych. Całą sprawę Polak skomentował krótko: - Przed rozpoczęciem każdego meczu na chwilę przystaję, by się przeżegnać. Nie może być jednak tak, że w świeckim kraju próbują zakazać mi czynienia znaku krzyża świętego. Swoją charakternością zaskarbił sobie przychylność katolickiej części Glasgow. Okazało się, że przybysz z Polski potrafi bronić wiary. A do tego świetnie gra w piłkę nożną. Z Celtikiem zdobył już trzy tytuły mistrza Szkocji i wspaniale prezentował się w meczach elitarnej Ligi Mistrzów. Remisy z zespołami gorszymi bolą bardziej niż porażki z lepszymi od siebie, kiedy nie możesz nic poradzić. W mgnieniu oka fanów The Bhoys ogarnęła prawdziwa borucomania. W sklepiku klubowym Celtów, gdy sprzedawca zorientował się, że jestem z Polski, dumnie ogłosił, że „Boruk" -jak zwany jest nasz zawodnik - to najlepszy bramkarz, jakiego miał Celtic. Szkot jednak lojalnie uprzedził, że na zdjęcia Artura i inne pamiątki z nim związane nie mam co liczyć. Wszystko zostało wyprzedane, bo to najpopularniejszy z Celtów. Znak krzyża świętego stał się znakiem rozpoznawczym „Holy Goalie" (świętego bramkarza). Kibice drukują sobie z tyłu na bluzach napis krzyżujący się na literze R: w pionie „Artur", w poziomie „Boruc". Najnowszym hitem są koszulki z podobizną papieża Jana Pawła II. który ubrany jest w strój z napisem „God bless Artur Boruc" - „Boże błogosław Artura Boruca". A wszystko zaczęło się od tego, że Polak, po ostatnim meczu derbowym z Rangers. paradował w koszulce z wizerunkiem polskiego papieża i napisem „God bless the Pope" - „Boże, błogosław Papieża". To ściągnęło na niego gromy nie tylko ze strony rywali, ale również wielu dziennikarzy, w tym także z Polski. Artur jednak z właściwą sobie godnością stwierdził: - Dziennikarze piszą to, co im pasuje, co pomaga uatrakcyjnić artykuł czy wywiad. Bywa, że się wkurzam, ale nic nie poradzę. Media uznały, że jestem atrakcyjnym obiektem, bo mówię, co myślę i nie boję się prawdy. Wiem. że wielu ludzi drażnię swoimi zachowaniami, ale nie mogę się tym przejmować. Artur
zawsze może liczyć na kibiców. Przekonałem się o tym, gdy wybrałem się
na jeden z meczów mistrzów Szkocji. Na zaniedbanych ulicach High Street
czy Gallowgate. można było spotkać tysiące ludzi w bialo-zielonych barwach.
Wielu z nich niosło klubowe gazetki. Z okładek spoglądało znajome oblicze
„Boruka". a ich tytuły mówiły bardzo wiele: Mecze
Celtiku wyglądają podobnie. 61 tysięcy miejsc zapełnianych jest niemal
w całości. Fani jednak nie angażują się w doping. Ożywiają się dopiero,
gdy przy piłce znajduje się ich ulubiony zawodnik. Kibice wyśpiewują
swoją pieśń o świętym bramkarzu. którzy przeżegnał się na Ibrox.
W klubie ma mocną pozycję. Trener Gordon Strachan uważa go za najlepszego bramkarza świata: - Boruc jest fenomenalnym piłkarzem. Ma wszystko czego potrzeba. Niesamowite umiejętności i charakter. Ma ogromny wpływ na kolegów z zespołu. Gdy połączysz te rzeczy i dodasz do tego talent, otrzymasz maszynę do bronienia. Taki jest Boruc - chwali podopiecznego szkocki szkoleniowiec. Artur nie patyczkuje się, gdy koledzy nawalą. W meczu kwalifikacyjnym do Ligi Mistrzów ze Spartakiem Moskwa, chwycił za gardło Lee Naylora, bo ten wielokrotnie dawał się ogrywać Rosjanom: - Głupia sprawa, poniosło mnie. W trakcie meczu reaguję bardzo impulsywnie. Zawsze chcę wygrać. Na szczęście, w szatni wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jesteśmy kolegami - tłumaczy się Boruc. Przed rozpoczęciem każdego meczu przystaję, by się przeżegnać, l nie może być tak, że w świeckim kraju próbują zakazać mi znaku krzyża świętego.
W Glasgow mieszka z żoną Katarzyną. To piękna, drobna kobieta, która niemal ginie w ramionach potężnie zbudowanego męża. Są małżeństwem od 7 lat. Wyglądają na dobrze rozumiejącą się, zakochaną parę. 11 czerwca ich miłość zaowocowała i doczekali się narodzin swego pierworodnego synka. Pani Kasia rodziła w szpitalu w Warszawie. Artur w tym czasie przebywał na zgrupowaniu kadry przed meczem z Austrią na Mistrzostwach Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii. Przed
Euro zmienił nieco wizerunek. Ma dłuższe włosy, a pod bramkarską bluzą
można dostrzec drewniane koraliki. Okazuje się, że to ogromny różaniec,
z którym Artur się nie rozstaje. Natomiast w apartamencie wisi olbrzymi
obraz Jana Pawła II. Boruc nie chce jednak zdradzać szczegółów: - Kwestia
wiary to moja prywatna sprawa, nie będziemy o tym rozmawiać - mówi. Niestety, dobra postawa wychowanka Pogoni Siedlce nie uratowała Polaków przed stratą punktów. Padł remis 1:1. To oznacza, że właściwie nie mamy już szans na awans do ćwierćfinału. Po meczu cała Polska miała pretensje do sędziego Howarda Webba z Anglii. No prawie cała: - Sędzia? To w końcu my gramy i biegamy za piłką po boisku. Przykro mi, bo takie remisy, z zespołami gorszymi, bolą bardziej niż porażki z lepszym od siebie, kiedy nie możesz nic poradzić - skwitował Boruc po meczu. Jego świetne występy zwróciły uwagę menadżerów największych klubów piłkarskich świata. Interesował się nim Arsenal Londyn. Prasa natomiast spekuluje o możliwych innych kierunkach - Bayern Monachium, AC Milan czy londyński Tottenham. Nie ma wątpliwości, że Celtic jest już dla Boruca za mały. Patrząc na to brzydkie, robotnicze miasto i poziom jego kolegów z drużyny nie ma wątpliwości, że powinien zmienić otoczenie. On po prostu zasługuje na grę w lepszym klubie. Władze Celtiku nie zamierzają jednak oddawać swojej gwiazdy za mniej niż 10 milionów funtów. Cena jest wysoka, bo polski bramkarz zimą związał się nowym kontraktem z mistrzem Szkocji, aż do 2011 r. Gdyby nie przedłużył umowy, na podstawie szczególnych przepisów UEFA, mógłby odejść za o wiele niższe pieniądze. Artur przyznaje, że zrobił to dla dobra klubu. - Jestem wdzięczny Celtikowi, bo kiedyś władze tego klubu postawiły na mnie. Dlatego postanowiłem przyjąć zaproponowane mi korzystne warunki i prolongować umowę na kolejne trzy lata. Po kapitalnym występie na Euro 2008 można spodziewać się, że po Polaka ustawi się kolejka chętnych. Jak
sam szczerze przyznaje, tęskni za Polską, za rodzinnymi Siedlcami i
Warszawą. W stolicy zostawił mnóstwo przyjaciół, którzy czasami go odwiedzają
w Szkocji. Zapowiada, że za parę lat wróci do kraju i zagra jeszcze
w ukochanej Legii.
przedruk:
"idziemy" nr 25- 2008 Liczba
odwiedzin
|