![]() |
![]() |
![]() |
||
| 365 Recept |
NIEDZIELA Liturgia • Ogłoszenia | |||
|
|
Bitwa
o klapsa Politycy w tej sprawie są, jak zwykle, podzieleni. Podobnie eksperci. Część uważa, że polskie prawo bez wahania powinno naśladować europejskie wzorce wychowawcze, nie zważając na ich skuteczność i racjonalność. Inni twierdzą, że zakaz klapsów jest niepotrzebny, czy wręcz szkodliwy, gdyż narusza naturalne prawo rodziców do wychowania i może doprowadzić do wypaczenia stosunków rodzice-dzieci. W kogo tak naprawdę wymierzony jest prawny zakaz dawania klapsów? W zwyrodniałych rodziców katujących dzieci, czy w autonomię rodziny i prawo rodziców do wybierania właściwej według nich metody wychowania?.
Biblia a wychowanie Zanim klapsy i inne formy tradycyjnego wychowania zostaną zastąpione modną i niezwykle silnie lobbowaną metodą bezstresowego wychowania dziecka, warto przytoczyć, co na temat władzy rodzicielskiej i karania dzieci mówi Biblia. W
Księdze Syracha jest napisane, że „kto kocha swego syna, wytrwale karci
go rózgami, po to by się nim cieszyć na końcu". I zaraz potem dodaje,
że „kto wychowa swego syna, będzie z niego zadowolony i wśród znajomych
będzie się nim chlubił". Czy to oznacza, że Biblia akceptuje kary
cielesne i bicie dzieci? W Biblii można również znaleźć potępienie współczesnych metod wychowawczych. Synowie króla Izraela Dawida, Amnon i Absalomon, byli wychowywani metodą bezstresową i skończyło się to tym, że wyrośli na zbrodniarzy. - Kilka wzmianek w Biblii na temat przydatności kar cielesnych jest kroplą w morzu wypowiedzi na temat miłości i kochania dzieci. Rodzice mają prawo ukarać dziecko, pod warunkiem, że prowadzi to do jakiegoś celu i nie wyrządza dziecku szkody cielesnej. Jest oczywiste, że nie można interpretować Biblii w ten sposób, że akceptuje ona katowanie dzieci, z jakim mamy do czynienia współcześnie. Klaps i katowanie to dwie różne rzeczy - dodaje teolog. Przemoc ale czy w rodzinie Zanim
pojawił się pomysł wprowadzenia ustawowego zakazu bicia dzieci, media
niemal codziennie informowały o kolejnych przypadkach katowania dzieci
przez dorosłych. Z przekazu medialnego można było
odnieść wrażenie, że Polacy to sadyści, permanentnie wyżywający się
na małoletnich. A sąsiedzi cierpią na znieczulicę, bo nie pomagają katowanym
ofiarom, tylko przez ściany mieszkań słuchają płaczu najmłodszych. Czy
tak silne podkreślanie rzekomej przemocy w rodzinie było przypadkowym
zbiegiem okoliczności, czy też nagłośnienie kilku brutalnych wydarzeń
miało zupełnie inne podłoże? Przekaz
medialny był w tych sprawach niezwykle jednostronny, a nawet kłamliwy.
Żadne z ostatnich wydarzń nie miało miejsca w rodzinie, w małżeństwie. Dlaczego media stawiały w złym świetle rodziny, skoro to nie ich dotyczył problem? Podobne rzecz ma się z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej, które dysponuje specjalnym programem zapobiegania przemocy w rodzinie. Sęk w tym, że w zdecydowanej większości przypadków przemoc ma miejsce nie w rodzinach, lecz w wolnych związkach i to im w istocie służy państwowy program. W Stanach Zjednoczonych od wielu lat dostępne są badania wskazujące, że dzieci mieszkające z biologicznymi rodzicami są rzadziej narażone na przemoc aniżeli w przypadku wolnych związków, w szczególności gdy tylko jeden z opiekunów jest biologicznym rodzicem dziecka. Badania naukowców z uniwersytetu stanowego w Missouri wskazują, że dzieci mieszkające z konkubentem jednego z rodziców były pięćdziesiąt razy częściej narażone na śmierć w wyniku przemocy fizycznej niż dzieci mieszkające wyłącznie z rodzicami biologicznymi. Media zdawały się ignorować te fakty. Nie podkreślały także, co jest przyczyną takiego zwyrodnienia ludzi, którzy są gotowi zabić niemowlę. Od razu kierowano pretensje do państwa i polityków oraz systemu opieki społecznej, że nie zapobiegły tragedii. Klaps
to me bicie przedruk:
"Gość Niedzielny" nr 25- 2008 Liczba
odwiedzin
|