Wygrała
życie dla córki
Witold Dudziński
Agata Mróz-Olszewska, wybitna 26-letnia polska siatkarka, chora
na białaczkę,
przegrała ze straszną chorobą, ale wygrała życie dla swojej nowo narodzonej
córki.
-Gdybym
miała jeszcze raz wybierać, wybrałabym tak samo. Jestem szczęśliwa,
odchodzę spełniona -to słowa Agaty Mróz-Olszewskiej, skierowane do męża
na dwa dni przed śmiercią.

Zakończył
się najtrudniejszy mecz Agaty Mróz. Od dawna kolejność była ustalona.
Najpierw urodzi zdrową córkę, potem przejdzie operację przeszczepu szpiku
kości i sama wróci do zdrowia. Zdrową córkę urodziła, zabieg przeszczepu
przeszła, przyszedł czas na pokonanie choroby.
Jeszcze w połowie maja Agata Mróz czuła się dobrze, przygotowywała się
do zabiegu i doszło do przeszczepu szpiku. Kilkanaście dni później przyszło
załamanie: wdała się infekcja. Agata zmarła, pozostawiając dwumiesięczną
Liliannę. Urodziła dziecko wbrew ostrzeżeniom niektórych lekarzy że
poród może być zbyt groźny dla jej zdrowia. Podejmując decyzję, była
jednak świadoma, co może ją czekać. Dla swojej córki zaakceptowała ryzyko.
- Do końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz wybierać dziecko
czy własne zdrowie, nigdy nie zmieniłaby decyzji. Córeczka była czymś
najwspanialszym, co ją w życiu spotkało - mówi łamiącym się głosem Jacek
Olszewski, mąż Agaty.
Andrzej
Niemczyk, wieloletni trener Agaty, przyjaciel rodziny Mrozów, jest zdruzgotany
- Rok temu bytem na jej ślubie i weselu. To była taka radosna, naprawdę
wspaniała dziewczyna - mówi. - Jej córeczka zawsze będzie mi przypominać
mamę.
Powrót
do gry
Po
raz pierwszy o swojej chorobie dowiedziała się przed prawie 10 laty.
Była już wtedy świetnie zapowiadającą się siatkarka, mistrzynią Europy
w grupie kadetek. W piłkę grała od dziecka. Uwielbiała sport, treningi
i rywalizację. Najpierw trenowała koszykówkę - tak jak kiedyś jej ojciec.
Potem, od trzynastego roku - siatkówkę - tak jak mama. Drogą rodziców
poszło też rodzeństwo Agaty: brat Paweł gra wyczynowo w koszykówkę,
siostra Katarzyna - w siatkówkę.
Wszyscy w rodzinie są słusznego wzrostu: ojciec i siostra liczą po prawie
2 m, brat jest jednym z najwyższych polskich zawodników, mierzy 213
cm. Właśnie z powodu wysokiego wzrostu - nieco ponad 190 cm -Agata Mróz
ustawiana była na środku bloku. -
Kiedyś wzrost stanowił problem. Byłam młodsza i myślałam inaczej. Teraz
obracam się w kręgu wysokich osób więc nie zwracam na to uwagi – mówiła
przed kilkoma laty.
Na
poważnie zaczęta uprawiać sport jako pietnastolatka - trafiła z rodzinnego
Tamowa do Sosnowca gdzie uczyła się w Szkole Mistrzostwa Sportowego
- Wiązało się to z wielkim wyrzeczeniem i poświęceniem - wyjazd od rodziców
w młodym wieku, kilkugodzinne treningi, do tego normalne zajęcia - mówiła
po latach. Ciężka praca przyniosła rezultaty.
Gdy
dowiedziała się, że jest chora na białaczkę musiała nagle przerwać treningi,
zmienić szkołę
i zająć się zdrowiem. Przerwa trwała trzy lata. Do sportu mogła wrócić,
gdy wyniki badań poprawiły się. Wydawało się, że przypadłość nie jest
tak groźna i może wrócić do siatkówki.
Nie
była to taka typowa białaczka, jak przeważnie wszyscy piszą. Mam chory
szpik kostny mówiła.
Myślała
początkowo, że to już minęło. Przecież czuła się dobrze i grała. Wkrótce,
choć występowała w drugoligowej drużynie WSBiP Ostrowiec Świętokrzyski,
powołano ją do kadry seniorek.
Powołał
ją Andrzej Krzyżanowski, pamiętający Agatę jeszcze z sosnowieckiej SMS,
ale odkrył
i pozwolił rozkwitnąć jej talentowi twórca drużyny „Złotek" Andrzej
Niemczyk - trener, który nagle przejął reprezentację. U Niemczyka Agata
Mróz trafiła prosto do pierwszej reprezantacyjnej szóstki.
Na szczytach
Jest wiosna 2003 r., telefonuje Andrzej Niemczyk:
- Przyjedź, nie znamy cię w ogóle, ale przyjedź na zgrupowanie - zapraszał
sucho. To byt przełom w jej karierze.
- Pojechałam, dostałam się do drużyny i od razu wywalczyłyśmy mistrzostwo
Europy. To był naprawdę fajny sukces po takich przejściach - opowiadała
potem. Stała się jedną ze „złotek". Według Andrzeja Niemczyka,
była jedną z najlepszych siatkarek na świecie, szczególnie na swojej
pozycji, tzw. środkowej.
- Podczas treningów musiałem pilnować, żeby nie przeciążyć jej organizmu.
Dlatego często miała indywidualne zajęcia - twierdzi.
- Gdyby nie choroba, mogłaby osiągnąć prawdziwe szczyty sportu.
Tym
bardziej że wkrótce byty kolejne sukcesy. Drugie mistrzostwo Europy,
dwukrotnie mistrzostwo kraju i Puchar Polski z BKS Bielsko. Nie zapominała
jednak o Tarnowie i Tarnovii - pierwszym swoim klubie. Nie robiła z
siebie gwiazdy, bo nie musiała: rzeczywiście nią była.
-Przyjeżdżając
do Tamowa, prawie zawsze wpadała do nas porozmawiać - wyznaje Małgorzata
Podstawska, która niegdyś trenowała Agatę Mróz w Tarnovii.
-Czasem pograła z dziewczynami, potrenowała je, było to dla nich spore
przeżycie. Obiecywała też, że kiedyś wróci do Tamowa i zajmie się naszą
drużyną.
Pojechała też grać do Hiszpanii: o grze za granicą zawsze marzyła. Z
drużyną Gruppo 2002 Murcia zdobyła mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Top
Teams. Szefowie hiszpańskiej drużyny wiedzieli o słabych wynikach badań
jej krwi, ale mimo to chcieli ją mieć u siebie, często na treningach
traktując ulgowo.
Lekarze
mówili, że sport nie jest dla niej najlepszym zajęciem. Każdy wysiłek,
męcząca podróż samolotem, zmiana klimatu, wszystko, co związane jest
z zawodową siatkówką, było dla Agaty niebezpieczne mówił później jej
mąż Jacek Olszewski. - Ale ona tak bardzo chciała znów walczyć pod siatką.
Zaakceptowała ryzyko
Gdy
w ubiegłym roku stan zdrowia Agaty Mróz dramatycznie się pogorszył,
musiała podjąć decyzję: przerywa karierę sportową.
- Byłam tam pod opieką hematologa, trenowałam znacznie mniej niż reszta
dziewczyn, ale czułam się coraz gorzej. Jakoś jednak dociągnęłam do
końca sezonu - opowiadała w wywiadzie o grze w Hiszpanii.
Kilka lat wcześniej tym bardziej cieszyła się z sukcesów, że pojawiły
się po przejściach. Teraz przejścia wróciły.
- Choroba, z początku uśpiona, zaatakowała organizm - opowiadała kilka
miesięcy temu. Wyniki badań były już tak złe, że trzeba było myśleć
o przeszczepie szpiku. Operację lekarze przewidzieli na wiosnę tego
roku i rozpoczęli poszukiwania dawcy szpiku.
Dokładnie przed rokiem Agata Mróz wzięła ślub z Jackiem Olszewskim.
Choć choroba postępowała, bardzo chciała mieć dziecko. Jeszcze jesienią
ubiegłe go roku opowiadała, że walczy dla rodziców, męża, rodzeństwa
i tych wszystkich, którzy jej pomagali. Kiedy jednak zrobiła badanie
USG i okazało się, że jest w ciąży, pojawił się jeszcze ktoś, dla kogo
i o kogo chciała walczyć.
-Gdy dowiedziałam, się, że jestem w ciąży, poczułam niesamowitą radość
- powtarzała. Mimo że niektórzy lekarze odradzali poród jako zbyt groźny
dla jej życia, zaakceptowała ryzyko. Przez wiele tygodni właściwie nie
opuszczała szpitala: musiała się przygotować i do porodu, i do przeszczepu.
Musiała mieć wciąż przetaczaną krew.
Historia Agaty Mróz poruszyła nie tylko kibiców. Krew dla niej oddawali
studenci z Warszawy, żołnierze i marynarze oraz rybacy z Ustki. Przy
okazji niejako, razem z mężem, zaangażowała się w akcje propagujące
honorowe krwiodawstwo i poszukiwanie dawców szpiku. Powstał Siatkarski
Fanklub Honorowych Dawców Krwi „Dla Agaty".
Przez liczne akcje zbiórek krwi, które odbywały się w całej Polsce,
uratowała z pewnością niejedno życie. Centra krwiodawstwa zyskały nowych
dawców. Agata Mróz aktywnie uczestniczyła w akcji „Łańcuch Krewniaków",
promującej krwiodawstwo i transplantacje. - Chciałabym, żeby nie skończyło
się na jednym razie, żeby powstała z tego regularna akcja, przynajmniej
dwa razy do roku - mówiła.
Lilianna
Kiedy
na początku kwietnia na świat przyszła Lilianna, wszystko wydawało się
iść w dobrym kierunku. Tym bardziej, że znaleziono też dawcę szpiku.
Poród przebiegł bez większych komplikacji, a młoda matka żartowała,
że cały naród pomógł jej donosić tę ciążę. Agata Mróz była po urodzeniu
córeczki początkowo tak wyczerpana, że nie miała siły, żeby się nią
cieszyć.
Rodzinne zdjęcia z tego czasu pokazują, jak była słaba i obolała. Ale
i szczęśliwa. -Jestem przerażona, ale się nie załamuję - mówiła dziennikarzom
przed zabiegiem.
22 maja przeszła przeszczep szpiku kości we wrocławskiej Klinice Transplantologii.
W jej kuracji najważniejszy był, jak tłumaczyli lekarze, pierwszy miesiąc.
Miał pokazać, czy przeszczep się przyjął. - Lekarze zrobili, co w ich
mocy. Teraz wszystko w rękach Boga. Moja żona dostała szansę na normalne
życie i na pewno ją wykorzysta - mówił Jacek Olszewski.
Sam
zabieg, któremu została poddana Agata, nie był skomplikowany Trudności
pojawiają się jednak zaraz po przeszczepie. Aż u trzech czwartych pacjentów
zabieg ten kończy się sukcesem. Przeszczep był dla Agaty jedyną szansą
na wyleczenie, ale byt też bardzo ryzykowny. Lekarze działali więc pod
presją czasu. Po ciąży choroby układu krwiotwórczego postępują znacznie
gwałtowniej, a reakcje organizmu są nieprzewidywalne.
Tak też się stało. Agata Mróz-Olszewska zmarła dwa tygodnie po zabiegu,
dwa miesiące po urodzeniu córki. Powód: infekcja. Według prof. Krzysztofa
Kałwaka z wrocławskiej Kliniki Hematologii, nie można mówić o tym, że
szpik się nie przyjął, bo na to było za wcześnie. To, co się stało,
to dramatycznie przebiegająca infekcja.
Ostatnie dwie doby Agata Mróz spędziła w klinice intensywnej terapii.
Rolą lekarzy było utrzymanie jej przy życiu, dopóki szpik nie podejmie
normalnych funkcji. Nie udało się, zabrakło kilku dni.
Do samego końca był z Agatą Mróz jej mąż. - Dziękuję dzisiaj Bogu za
to, że postawił Agatę na mojej drodze, że mogłem z nią być, dzielić
z nią najwspanialsze chwile mojego życia, że obdarzył nas córką - powiedział
w czasie pogrzebu. Uroczystość odbyła się w kościele Księży Filipinów
w Tarnowie; tym samym, w którym przed rokiem odbył się ślub Agaty i
Jacka.
Na pogrzebie była w wózeczku córeczka Liliana.

przedruk:
"Niedziela" nr 25- 2008
do
góry
Liczba
odwiedzin